wtorek, 27 listopada 2018

Uśmiech prosto z serca





       Marta Figura


Motto: Moją intencją było zawsze pomaganie ludziom, by bardziej kochali się nawzajem i odnajdywali źródło miłości i bezpieczeństwa w swoich sercach.
(Doc Childre, założyciel Instytutu HeartMath w USA)

  Obraz może zawierać: góra, przyroda i na zewnątrz

„To ono wpuściło mnie w maliny...” Zwykle taką właśnie gorzką opinię słyszę na temat kierowania się sercem. Podobnie wypowiadali się niektórzy spośród moich słuchaczy, którzy przychodzili do Bielańskiego Ośrodka Kultury na cykl spotkań, składający się z dwóch części – pierwsza część, obejmująca cztery wykłady, zatytułowana była „Rola inteligencji serca w kształtowaniu kultury XXI wieku” – druga, składająca się z sześciu wykładów nosiła nazwę „Etyka serca w życiu codziennym”.

Okazało się, że niechętnie zawierzamy sercu. W czasach, kiedy człowiek musi być twardy, kiedy musi przyjąć postawę walki o nieomal wszystko, odwoływanie się do serca, zdaniem wielu, jest zupełnie nie na miejscu. Serce, powiadają, jest miękkie z natury, współczujące, odwołuje się do uczuć, a taka postawa prowadzi do poddania się, do podporządkowania, rezygnacji, czyli do przegranej.


Obalanie mitów

Pamiętam młodziutką nauczycielkę, która tak właśnie serce postrzegała. 

Jej zdaniem serce to synonim czegoś sentymentalnego, ckliwego, czułostkowego, naiwnego, niezdolnego do walki. Wyglądała na zbuntowaną i protestowała przeciwko wyciszeniu, wybaczaniu, słowem - temu wszystkiemu, co według niej oferuje ślamazarne serce. Ona chce być stanowcza, zdecydowana i chce walczyć. Wówczas to przyszło mi udowadniać, że serce nie jest sentymentalne i ckliwe, że jest zdecydowane i mocne, ale, żeby to zauważyć, potrzebujemy aż autorytetu nauki, która podaje nam rewelacyjne wyniki badań nad prawdziwą relacją serca i umysłu. Już tylko autorytet nauki jest w stanie sprawić, że utarte poglądy na wzajemne relacje głowy i serca mogą ulec zmianie. Nie jest łatwo przekonać do wiodącej roli serca, skoro do tej pory ufano umysłowi, symbolizującemu rozum, logikę, rozsądek i brak sentymentów.

            Właściwie to nie ma się czemu dziwić, bo pewnie każdy z nas miał w swoim życiu sytuację, kiedy komuś zaufał, wierząc, że ten ktoś jest tego zaufania godny, że mu na nas zależy, tak, jak nam zależy na nim. I oto okazywało się nagle, że ten ktoś myślał tylko o sobie, czerpiąc korzyści naszym kosztem. Po takich doświadczeniach zwykle stajemy się ostrożni, nieufni i wyzbywamy się spontanicznej ekspresji serca. No i mówimy, że to właśnie serce wpuściło nas w te maliny.
To zrozumiałe, że chcemy siebie chronić przed bólem. Taka zdolność to ważny mechanizm przetrwania. Ale odcinanie się od serca jest błędnym sposobem obrony, gdyż opiera się na przekonaniu, że podążanie za sercem oznacza podążanie za emocjami. I to był kolejny mit, jaki przychodziło nam obalać w trakcie naszych dyskusji. Fakt, że odczuwamy coś mocno – gniew, strach czy pragnienie – nie oznacza, że emocje są napędzane przez serce. W rzeczywistości to umysł często używa emocjonalnego wsparcia, żeby działo się według jego życzenia, anektując niejako nasze emocje, by osłaniały jego lęki, wyobrażenia co do przyszłości, a także nasze pragnienia, nie bacząc na to, czy są one połączone z inteligencją serca czy też nie.
            Łatwiej było rzecz pojąć, kiedy spróbowaliśmy skupić się na rozróżnianiu między głową a sercem. Próbowaliśmy zauważyć istnienie różnicy między emocjami, którymi rządzi głowa, a emocjami pochodzącymi prawdziwie z serca. Żeby uniknąć pomyłki, ustaliliśmy, że będziemy mówić o emocjach w kategoriach „wyższego” serca i „niższego” serca.
            Niższe serce odnosi się do tych uczuć, które zabarwione są przywiązaniem i warunkami, jakimi obwarowuje je umysł. Miłość warunkowa jest dobrym przykładem: „Będę cię kochać tak długo, jak długo będziesz robił to, co mnie się podoba.” Serce chce dać, ale umysł skąpi, asekuruje się, dążąc jednocześnie do tego, by osiągnąć to, czego on chce.
            Wyższe serce jest bardziej otwarte, pozwala na więcej. Ono nie asekuruje się, nie handluje. Zamiast mówić: „Zrobię to, jeśli ty zrobisz tamto”, daje wyraz swoim autentycznym odczuciom bez żadnych oczekiwań wzajemności. Autentyczność, szczerość w wyrażeniu siebie jest sama w sobie nagrodą dla wyższego serca. Zgodziliśmy się, że to wymaga emocjonalnej dojrzałości. I że ku takiej dojrzałości serca należy dążyć.
Ponieważ zwykle nie czynimy rozróżnienia między wyższym a niższym sercem, nie zauważamy różnicy, zaliczając obydwa rodzaje emocji do kategorii „serce”. Szukając przykładów z własnego życia staraliśmy się uprzytomnić sobie - z całą mądrością spojrzenia z dystansu - który rodzaj serca odegrał rolę w konkretnym przypadku. Czy podążaliśmy za swoim „prawdziwym sercem”, czy też reagowaliśmy mieszaniną oczekiwań pochodzących z głowy, emocji niższego serca i uczuć serca? Czy ból, jakiego doznaliśmy, to był ból zranionej miłości, czy też był spowodowany przez niespełnienie nadziei i warunków, jakie postawiliśmy?
Często bywa tak, że to, co wygląda na czyn lub reakcję serca, bynajmniej nią nie jest. A to, co mówi nasze prawdziwe serce nie jest tym, co chce usłyszeć głowa. Zgodziliśmy się zatem co do wniosku, że głowę motywują szybkie rezultaty, dlatego zniechęcają ją ewentualne dary serca, skoro wiadomo, że nie są tak szybkie do przejawienia się. Mimo to jednakże, posłuchanie serca – z jego głębszym wglądem i intuicyjnym zrozumieniem – jest najmądrzejszym sposobem działania.

Epoka serca


Cieszyło mnie, że na moje spotkania przychodzili nauczyciele. Wspomniana przeze mnie młoda nauczycielka, wyglądająca jak jedna z jej uczennic, które ze sobą przyprowadziła, choć się buntowała i wyrażała się o sercu tak obcesowo, to najwyraźniej jednak bardzo chciała, bym ją przekonała. Pełna żarliwości, poszukująca, energiczna należała do pokolenia, które wprowadzać będzie nowe. A to nowe w sposób nieunikniony wiązać się będzie z epoką serca.
Orientację na serce wymusza – jak by to paradoksalnie nie zabrzmiało – już sam tylko rozwój nowoczesnych technologii. Systemy komputerowe w świecie, poczynając od satelitów komunikacyjnych do telefonów komórkowych, są wciąż bardziej między sobą połączone i wzajemnie od siebie uzależnione. Jakiś problem na jednym polu może wywołać reakcję łańcuchową w skali światowej. Wyzwania te, niosąc ze sobą różne zagrożenia, niosą też warunki do dokonania się znaczącego postępu w ludzkiej świadomości. Wkroczyliśmy w rozwojową fazę, która podnosi wagę zapoczątkowania nowych, inteligentnych rozwiązań promujących bardziej zgodność, harmonię i równość, aniżeli podział i walkę.
Te wyzwania dotyczą także uczniów młodej nauczycielki, uważnie przysłuchujących się naszej dyskusji. Szybkie tempo życia świata, w który wkraczać będą w nadchodzących czasach wymagać będzie od nich odpowiednich zdolności polegania na sobie i szybko działającej intuicyjnej inteligencji. Umysłowe zdolności są zawsze cenne, ale przyszłość nieść będzie coraz większą potrzebę zdolności kreatywnych i adaptacyjnych na skalę, jaka nigdy dotąd nie miała miejsca.
I dlatego właśnie umiejętność współżycia z ludźmi i zdolność do pełnych wyczucia i delikatności zachowań w relacjach międzyludzkich i społecznych będzie sprawą podstawową.
I tu właśnie wkracza inteligencja serca.
Czymże jest owa inteligencja serca? Jest to zdolność serca do rozwijania i prowadzenia organizmu w kierunku wzrastającego porządku, świadomości i zgodności całego systemu.
To również reagowanie na sytuacje poprzez sięgnięcie do wartości, które są głęboko zakorzenione właśnie w sercu: miłości, współczucia, życzliwości, empatii, szacunku, wdzięczności. Inteligencja serca przejawia się w dojrzałości decyzji i reakcji, w świadomym panowaniu nad emocjami. Inteligencja serca nie jest czymś sentymentalnym czy przesłodzonym. Przypomina raczej myślenie biznesowe – oznacza bowiem zrównoważenie, efektywność, branie pod uwagę wszystkich możliwości.
            Serce, dzięki swojej strukturze, działa jako precyzyjne, rozszyfrowujące i przetwarzające informację centrum. To prawdziwy ośrodek dowodzenia. Jest ono najpotężniejszym generatorem rytmicznych przekazów informacyjnych w ludzkim ciele. Posiada daleko bardziej udoskonalony system komunikacyjny z mózgiem, aniżeli inne narządy ciała. Nie ulega zatem wątpliwości, że odgrywa ono najistotniejszą rolę tak w naszym organizmie, jak i w relacjach z otoczeniem. Jego pole elektromagnetyczne niesie informację o naszym stanie emocjonalnym, co nie pozostaje bez wpływu na owo otoczenie. Za jego pomocą odbywa się transmisja naszych emocjonalnych stanów tak pozytywnych, jak i negatywnych. A stwierdzono, że serce emituje także pole nielokalne, które rozprzestrzenia się błyskawicznie na ogromne przestrzenie. Czy wiedząc to nadal będziemy chcieli transmitować dysharmonijne, chaotyczne fale stresu, czy też zaczniemy dbać o to, żeby emitować rytmy uporządkowane i harmonijne? Świadomość ludzkości zmierzać będzie ku temu drugiemu, bo takie jest prawo harmonii wszechświata i prawo duchowej ewolucji.
            Przekazywałam te informacje w przekonaniu, iż są one na tyle istotne, że warto wziąć je pod uwagę. Młoda nauczycielka w końcu dała się przekonać. Powiedziała, że uczestniczyła w kilku warsztatach, ale niewiele pożytku z nich wyniosła. Tutaj zaś wiele skorzystała i jest zadowolona, że przyszła ze swoją młodzieżą.

Wartościowe, bo praktyczne


Wiadomości, które chciałam przekazać, miały objąć cztery comiesięczne spotkania poczynając od września 2002 r. Bardzo mi zależało na podzieleniu się informacjami o wsparciu, jakiego sercu udzieliła nauka wskazując na o wiele donioślejszą rolę, jaką ma ono do spełnienia, aniżeli sądzono dotychczas. W moim przekonaniu uzbrojeni w podobną wiedzę mamy szansę na częstsze sięganie po narzędzia mocy serca. Miłość, współczucie, życzliwość, empatia, szacunek, wdzięczność, zdolność wybaczania, docenianie tego, co dobre – to właśnie te narzędzia. W szpitalu amerykańskiego instytutu naukowego zajmującego się badaniem wpływu dotyku na stan zdrowia człowieka (Touch Research Institute) umierała stara kobieta. Wezwano rodzinę, żeby się z nią pożegnała. Kiedy bliscy zaczęli staruszkę obejmować, przytulać i ściskać, jej serce się ożywiło i zaczęło normalnie pracować. Kto wie, gdyby nie skąpiono kobiecie takich objawów serdeczności na co dzień, może jej serce nigdy by nie osłabło?
Tak więc na tych czterech spotkaniach chciałam zakończyć zadanie, jakie sobie postawiłam. Zakończyć jednak mi nie pozwolono. Kiedy w listopadzie powiadomiłam moich słuchaczy, że następne, grudniowe spotkanie, będzie ostatnim – zaprotestowano. Wobec czego zdecydowałam wspólnie z kierownictwem Ośrodka, że spotkania będą kontynuowane aż do czerwca. Wówczas to zmieniłam temat na nowy i odtąd mówiliśmy o etyce serca w życiu codziennym, a więc o stosowaniu owych narzędzi mocy serca na co dzień. Jak uruchamiać inteligencję serca i co nam w tym przeszkadza – nad tym się teraz zastanawialiśmy. Mówiliśmy o zakorzenianiu się w sercu, schodzeniu na poziom serca, podłączaniu się do serca. Pomagały nam w tym ćwiczenia. Ważne było, że o sercu można było mówić nieskończenie, dostrzegając jego nieograniczone możliwości i wspaniałe rezultaty dochodzenia z nim do porozumienia. A najważniejsze było to, że nareszcie w ogóle można było o nim mówić i z nim pracować bez obawy śmieszności i posądzenia o sentymentalizm.
 Było to prawdziwe odzyskiwanie serca, coś jak powrót do domu rodzinnego, jak westchnienie ulgi: nareszcie. Serce mamy wszyscy, jest ono nasze, nikt z zewnątrz zatem nie musi się do niego wtrącać, ani go pouczać – my jesteśmy od tego. I tylko my możemy się z nim porozumieć.
I tego właśnie się wspólnie uczyliśmy.
Wiele miałam satysfakcji z naszych spotkań. Padały na nich pytania dotyczące konkretnych sytuacji życiowych, często bardzo trudnych. Jeśli nie udawało nam się znaleźć odpowiedzi w charakterze gotowej recepty, to znajdowaliśmy drogę do zrozumienia problemu, do obejrzenia go z dystansu, z perspektywy mądrego, rzeczowego, spokojnego serca. Jedna z kobiet podeszła kiedyś do mnie po spotkaniu i powiedziała, że dzięki temu, co tu usłyszała, już wie jak rozmawiać ze swoim synem, który szuka u niej rady, gdyż jego żona chce od niego odejść zabierając dziecko. „A trafiłam tu przypadkiem – dodała. – Robiłam zakupy w sklepie na górze i schodząc po schodach zajrzałam do Ośrodka, żeby poczytać ogłoszenia. Postanowiłam zostać na pani wykładzie i bardzo się z tego cieszę.” Inna kobieta pytała, gdzie można przeczytać o inteligencji serca i o tym, jak ją uruchamiać. Bo ona właśnie tak chętnie by popracowała, jak ja mówię. To ją przekonuje, a dzisiejsze spotkanie bardzo dużo jej dało. Młoda, kilkunastoletnia dziewczyna ucieszyła się faktem mówienia o możliwościach serca: „Dotąd mówiło się wyłącznie o umyśle, a teraz nareszcie mówi się o sercu. To bardzo jest potrzebne, zwłaszcza dzieciom, ale także młodzieży, która nie ma poczucia sensu.” Emerytowana nauczycielka, która po wojnie uczyła w liceum pedagogicznym, a później pracowała w ministerstwie oświaty, stwierdziła, że wobec alarmującej tendencji do brutalności, agresji i znieczulenia, gdy próbuje się budować programy edukacyjne nauczające poszanowania najwyższych wartości, tego rodzaju wiadomości, z jakimi się zetknęła tutaj na wykładach z etyki serca, są bezcenne.
„Dają one argumenty do przekonania młodzieży, argumenty, na których można oprzeć autorytet tak rodziców, jak i nauczycieli, jeśli by chcieli się nimi posłużyć.” Dla niej samej stały się one, jak twierdzi, tak ważne, że wręcz zmieniły jej życie.
Mogłabym jeszcze sporo podobnych głosów przytoczyć, ale powstałaby z tego osobna relacja, a nie o to przecież chodzi. Istotne są wnioski wynikające z tych pozytywnych opinii: że wielka jest w nas potrzeba zaprzyjaźnienia się z własnym sercem i zaufania jego mądrości, i że istnieje wiedza, która jest w stanie dopomóc w zaspokojeniu tej potrzeby. Chcemy być mądrzy, wolni, chcemy się pozbyć swoich lęków, a nie zawsze wiemy, że narzędzia do zrealizowania naszych marzeń w tym zakresie mamy w zasięgu ręki. Własnej ręki.
Cieszyłam się wraz z moimi słuchaczami, a kiedy tak wypełniała mnie radość, miałam wrażenie, że widzę uśmiech Doka Childre’a, założyciela Instytutu Serca w USA, współautora materiałów, z których korzystałam przygotowując się do wykładów. Ten uśmiech popłynął ku mnie za pośrednictwem zdania, które wyczytałam w jego książce:

„Naucz się nawiązywać kontakt z własnym sercem,
a warunki do dzielenia się sercem z innymi same cię znajdą.”

                                                                                                Marta Figura

(artykuł niepublikowany)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz