sobota, 5 grudnia 2020

Kartka z Pamiętnika Mistrza hiszpańskiej Shaumbry

 

 Oddaję wam w ręce kartkę z Pamiętnika Mistrza hiszpańskiej Shaumbry, kobiety która przeszła przez milionowe długi, po to by odnaleźć swoje prawdziwe bogactwo. Historie kobiecej realizacji w gruncie rzeczy są do siebie bardzo podobne. Przetłumaczyłam tekst na język polski bo mnie zauroczył, otworzył i w jednej chwili potrafiłam się w nim rozpłynąć. Brakuje nam historii o realizacjach, a to, według mojego czucia jest właśnie jedną z nich. Zapraszam do czytania o T.c. Aeelah, jej przygodach i odkryciach, oraz do zanurzenia się w uważność jej obecnego życia. Życia prostego Mistrza. Chciałam, żeby tekst pojawił się na stronie polskiej Shaumbry ale się nie udało, więc dzielę się nim z wami tutaj. Dajcie znać, czy do Was też przemawia....

,,Przepływ gotówki, dostatek i życie amhyo”

T.c. Aeelah

Spróbuję opowiedzieć tę historię w bardzo skondensowanej wersji - choć jest długa jak na skondensowaną !!!!
W 2004 roku, w tym samym roku, w którym zaczęłam budzić się na swojej duchowej ścieżce, weszłam w relację z człowiekiem, który miał zostać moim Mistrzem Integracji. W tym sensie, że to z nim zaczęłam naprawdę odczuwać ból, ból towarzyszący silnym relacjom - co pozwoliło mi doświadczyć mojej tak zwanej Ciemnej Strony - niekochanej, nieakceptowanej i nieakceptującej siebie samej.
W ramach tej relacji istniała ogromna nierównowaga pod względem obfitości pieniędzy, ponieważ to ja płaciłam wszystkie rachunki i posiadałam wszystkie rachunki bankowe, karty kredytowe i pożyczki, ponieważ On był w sytuacji, w której nie mógł posiadać konta lub karty na własne imię.
Później odkryłam, że bardzo mi to odpowiadało, ponieważ tak naprawdę chciałam mieć nad nim kontrolę.
Ogromna bomba roztrzaskanych iluzji „dobrych dziewczyn, które cierpią przez innych” uświadomiła mi, że to JA jestem głównym sprawcą… nie tylko ofiarą. I osobą która najbardziej wykorzystywała i czerpała energię z całej sytuacji byłam JA sama. Oczywiście.
W międzyczasie natknęłam się na Karmazynowy Krąg, zrobiłam SES, Aspektologię, a później zostałam nauczycielem, zrobiłam też Synchrotyzację i również zostałam nauczycielem, Dreamwalker Death, Dreamwalker Ascension, Discovering your Passion (tak bardzo mi się podobało, że przetłumaczyłam te kursy na portugalski i zaoferowałam je CrimsonCircle, ale zostałam również hojnie nagrodzona, nie wiedząc, że zostanę nagrodzona w pierwszej kolejności - w ten sposób zapłaciłam za moje szkolenie na nauczyciela aspektologii!) i wiele innych kursów, shoudów i tak dalej, i tak dalej, dzięki temu miałam też dużo pracy z Normą Delaney, moim Mistrzem Mentorem, jak lubię ją nazywać. Tą, która przez Oddech wprowadziła mnie w moją Duszę i największą miłość ze wszystkich romansów. Miłość do samej siebie.
Poprzez Współczujący Oddech mój proces Integracji rozwijał się, rozwijał i rozwijał, a tymczasem mój związek dobiegł końca. Po 7 latach Kwan Yin szeptał do mnie „jeszcze nie czas, jest więcej do integracji”, a ja mu odpowiedziałam „to bzdury, ok !!!!”. Wybierałam i wybierałam, wybierałam i wybierałam dla siebie: „Prostota, łatwość, wdzięk i harmonia. Równowaga, miłość i spokój. Pokój. Czysty pokój. Nieskończona obfitość. Tego właśnie chcę dla siebie ”.
Kiedy przyszło objawienie, że nadszedł już czas, żeby to zakończyć, że wszystko, co trzeba było przeżyć, zintegrować i rozwiązać w tej relacji, zostało zrobione, zostałam z 8 kartami kredytowymi, 5 kontami bankowymi, 6 pożyczkami i mimo wszystko nadal czułam ogromną radość i zapał do życia, oraz to, jakże surrealistyczne zaufanie, że mogę to zmienić bez ogłaszania upadłości.
Poza tym stałam się Mistrzem w rozpoznawaniu Trójkąta - Ofiary, Sprawcy, Zbawiciela i wychodzenia poza ten trójkąt, oddech za oddechem, krok za krokiem z wewnętrzną pewnością.
Rzeczywiście Mistrz integracji aspektów.
Adamus dalej się uśmiechał i mówił mi, że to wszystko już jest we mnie. Że wszystko już mam. To była dla mnie główna zagadka, ale mu uwierzyłam. Mógł mieć rację, chociaż jeszcze tego nie dostrzegałam w szerszym ujęciu.
To było męczące. Żonglowanie kartami kredytowymi, pożyczkami, kontami bankowymi było wykańczające… ale nigdy nie opuściłam comiesięcznej płatności. Moja Dusza uspokajała mnie za każdym razem, gdy musiałam użyć moich kart kredytowych, zrobić trzy lub cztery tysiące z tysiąca, sprawiać, że pieniądze zaczęły się mnożyć w czymś, co wydawało się czystą magią, moja Dusza powtarzała „Wszystko w porządku. To wszystko jest załatwione. Nie bój się."
W tym momencie życia nie mogłam tego dostrzec, że wszystko zostało już rozwiązane, ale moja Dusza powtarzała, że tak było i mogłam albo temu ślepo zawierzyć albo dokonywać ciągłej samo-destrukcji.
Widzę teraz, że wszystko to było sposobem na rozszerzenie mojej wizji potencjałów, na pokazanie mi moich zdolności twórczych i pozwolenie sobie na swobodę i przepływ, pomimo tego, co wydawało się ogromnym długiem – nagle zdałam sobie sprawę, że w rzeczywistości był to potencjał ogromnego kredytu.
Byłam Merlinem na treningu, a Cierpliwość i Współczucie były najcenniejszymi dobrami, które oferowała mi moja Dusza.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że moja Dusza jest wielka i ja jestem także moją Duszą, pozwoliłam sobie stawać się coraz bardziej tym wszystkim, czym Jestem i uwolniłam to, czym nie byłam.
Był czas, kiedy czułam się winna. Och, jestem winna, że znalazłam się w tej sytuacji. Tego, że nie wiedziałam, jak powiedzieć „nie”. Tego, że byłam łatwowierna, głupia, ślepa!
Tak, tylko moja Dusza mogła mnie wyrwać z tej pułapki. Poddałam się jej przewodnictwu. Oddychałam raz za razem, oferując swoją wolną wolę mojej Esencji - nie trzeba było już wierzyć iluzji, że jestem tylko Człowiekiem.
W końcu udało mi się pozbyć poczucia winy i w pełni zaakceptować tę sytuację oraz powiedzieć mojemu Aspektowi, który stał się tak biegły w grze w rosyjską ruletkę z systemem bankowym, że już wystarczy! Och, to była świetna zabawa !!!
Nie byłam zbyt przekonana o moim wyborze. To utrzymywało grę, więc nadal stanowczo wybierałam, mówiąc do siebie „wystarczy”. W końcu opanowałam sztukę nie złoszczenia się na siebie, oraz to, jak nie dawać się przytłaczać niekończącym się rachunkom do zapłaty, po prostu pozwoliłam mojej wyższej mądrości pokazywać mi drogę dzień po dniu, nigdy nie wiedząc, jak będę w stanie ominąć następny dzień długów.
Przez tygodnie żyłam za 5 € dziennie (to tyle ile kosztuje jedna mała kawa w restauracji) i magiczne jest to, że niczego mi nie brakowało. Jedzenie zawsze trafiało na mój stół - o wiele więcej niż mi było potrzebne - moje dzieci zawsze miały to, czego potrzebowały, tak samo jak ja. Moja Dusza obsypała mnie tak wieloma prezentami, że mogłam się tylko uśmiechać, otrzymywać i być wdzięczą.
Miałam też tych wszystkich ludzi w moim życiu, którzy wspierali mnie w mojej podróży integracyjnej, tak jak ja wspierałam ich, w ich drodze. Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń było to, że moja bardzo wyjątkowa przyjaciółka Joana, skorzystała z mojego zaproszenia i wprowadziła się do mnie wraz ze swoimi dziećmi, zaraz po tym jak się rozwiodła. Ośmioro z nas mieszkało w moim domu, mieliśmy swoje zebrania Shaumbry, na których wszyscy mieli idealną rzeczywistość. Oraz samego Siebie coraz bardziej. Patrzyłyśmy na siebie, ja i ona, i byłyśmy świadkami tej rozwijającej się magicznej obfitości. Pytałyśmy siebie nawzajem „czy damy sobie z tym wszystkim radę?” I śmiałyśmy się porządnym śmiechem z brzucha i wiedziałyśmy, że tak, możemy wszystko, gdy tylko pozwolimy sobie to dostrzec, zrelaksować się w tym uczuciu i przyzwolić, aby wydobyło się z tego pozwolenia jeszcze więcej obfitości.
Czasami delikatnie, czasami intensywnie, z pewnością przychodziło to do nas powoli, oddech za oddechem.
Wyraźnie zdecydowałam, że wszystkie karty kredytowe, pożyczki i rachunki bankowe zostaną rozpuszczone w puli krystalicznej energii, z powrotem do wspaniałego zera, a następnie przechyliłam szalę w drugą stronę. Zrozumiałam, że moja kwota długu - 250 000 euro, to pieniądze które dostałam dla siebie. Skoro mogłam mieć 250 tysięcy długu, to mogłam tyle samo mieć na koncie. To był tylko odwrotny wyraz mojej obfitości, coś, co wprowadziłam do swojego życia, aby wpędzić moją ludzką jaźń w taką stratę i rozpacz, że nie miałam innego wyboru, jak tylko poddać się mojej Duszy – jeśli chciałam ostatecznie żyć w Wolności na wszystkich poziomach, od wewnątrz.
Tak! Wybrałam Wolność! Na szczęście nie miałam pojęcia, co to dla mnie oznaczało, co niosło za sobą przyjęcie zaproszenia od mojej Duszy. Gdybym rozumiała to w pełni wcześniej, pewnie wzdrygnęłabym się i zastygła, jeszcze na długo, zamiast tego niewinnie powiedziałam do niej „tak moja Duszo, tak, proszę, prowadź mnie, to wszystko, czego pragnę i całkowicie się Tobie podporządkowuję - jestem naczyniem Twojego wyrazu”.
Pewnego dnia musiałam też poprosić o pomoc Człowieka. To była dla mnie ogromna przeszkoda, ponieważ zostałam wychowana na silną, niezwyciężoną, tak, żeby zawsze znaleźć swoją drogę samotnie, ale tak naprawdę, to tym zakorzenionym strachem przed osądzeniem, wyśmianiem, odrzuceniem, zaprzeczeniem, należało się zająć… Więc pierwszy raz przyszedł moment w którym poprosiłam kogoś o dużą sumę pożyczki. To był mój przyjaciel z Shaumbry, którego znałam od niedawna, człowiek który wprowadził się do pokoju mojego domu, wynajął go dla siebie na jakiś czas. W jakiś sposób było to doświadczenie wzajemnego zaufania i pożyczył mi 13.800 €!
W końcu trzeba było zapytać także moją mamę, która nie była dla mnie hojna w dzieciństwie i latach młodzieńczych i która pokazała mi, jak być wojownikiem, silnym, odpornym, wydajnym, niezwyciężonym… Ale niestety dla mnie to była jedyna osoba, którą mogłam jeszcze poprosić o pożyczkę i ta, z którą naprawdę musiałem pokonać tę wewnętrzną przeszkodę.
Cóż, w tym momencie wydarzyła się wielka magia. Mama nie była krytyczna. Poczuła ulgę. Ulgę, że może pomóc, i ulgę, że może być świadkiem mojej bezbronności. Służyło jej też to, że osiągnęła swoje. Silne kobiety również były kruche i pozwoliło nam to na całkiem nowy poziom miłości.
Okazało się, że przechowywała dla mnie 20 000 euro, które dostała od mojego dziadka, zanim umarł. Nie wiedziałam o tym, ale trzymała je dla mnie na gorszy czas. I oto właśnie nastał. Miałam 250 000 euro długu, a te 20 000 euro wydawały mi się kroplą w morzu potrzeb, ale wierzcie mi, to właśnie przeważyło szalę.
Po tym zdarzeniu całkowicie odprężyłam się w pełnym zaufaniu, że wszystko potoczy się idealnie, a wkrótce potem, w kwietniu 2013 r., Miałam moment transfiguracji – przytrafiła mi się tak zwana realizacja – która była dla mnie doświadczeniem bliskim śmierci, wznosząca się moc duchowa tak potężna, że dosłownie „zabiłam” tego, kim byłam do tej pory i całkowicie zapadłam się w Jedność wewnątrz siebie.
Od tego czasu nastąpiło zupełnie nowe doświadczanie i nie, wcale nie stałam się wolna od długów. Niemniej jednak moje serce było w całkowitym spokoju i wiedziałam teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, że wszystko, czego potrzebuję, to uzbroić się w cierpliwość i cieszyć się nowym życiem, niezależnie od moich wyciągów bankowych, w pełni oddać się łagodnemu i łatwemu odwracaniu sytuacji. Prostota. Nigdy więcej walki. Na zawsze.
Więc w końcu zaczęłam płacić rachunki, jakbym wychodziła na lody lub na miły masaż. Bez uwagi na to. Po prostu coś, co należy zrobić naturalnie i z wdzięcznością. Z wdzięcznością, że się tu znalazłam. Za każdym razem.
W ten sposób mój nowy samochód trafił w moje ręce. Wszystko, co musiałam zrobić, to zdecydować, że muszę zmienić samochód. Następnie poszłam do stoiska i zakochałem się w jednym samochodzie. To było to. Kupcem była firma, w której pracowałam, a która była własnością mojej mamy. Ale kto w ogóle potrzebuje samochodu na swoje nazwisko? Cóż, za tydzień, który był ostatecznym terminem, w którym musiałam dostać samochód, aby dojechać do Bretanii we Francji, samochód był w moich rękach, z pełnym ubezpieczeniem.
Od tamtej pory nigdy nie zapłaciłam rachunku za naprawę lub przegląd samochodu. Oprócz opłat drogowych… a czasem nawet nie płaciłam za benzynę.
W następnym roku związałam się z człowiekiem, który pomógł mi się zorganizować Ponieważ szłam z prądem, nie miałam poczucia „normalnej” organizacji, ale on miał ogromne. Dlatego dobrze przyjrzał się moim finansom i opracował plan, który miał pomóc mi w pozbyciu się wszystkich moich kart kredytowych. Wydzierżawił mi 20 000 €, które spłacałam mu po oprocentowaniu w wysokości 5%, tworząc sytuację korzystną dla wszystkich, w której oboje mogliśmy świętować mój stopniowy spadek długu każdego dnia.
Do końca 2017 roku pożyczka w wysokości 13.800 euro została spłacona z pieniędzy pochodzącymi z czynszu, który moja mama otrzymywała z odziedziczonego majątku. Co ciekawe, jednym z tych aktywów była siłownia, którą zbudowałam z moim pierwszym mężem, ojcem mojej córki i kiedy rozwiedliśmy się w 2002 roku, było wiele kłopotów. Były mąż nie chciał podzielić naszych aktywów, więc po prostu odpuściłam. Niemniej jednak faktyczne pomieszczenie, w którym znajdowała się siłownia, należało do mojej rodziny, więc musiał płacić czynsz, który otrzymałam w ten dziwny sposób wiele lat później – a dokładnie 15 lat później.
Potem w 2018 roku pojawiła się pani, która chciała kupić mój dom - dom, który był wystawiony na sprzedaż od 2012 roku! Była hodowczynią psów z Francji i pilnie potrzebowała domu, więc zawarliśmy porozumienie i dała mi z góry 20 000 € na gwarancję sprzedaży, która miała być rozliczona do miesiąca czasu.
Okazało się, że zniknęła. Dosłownie. Kontrakt się skończył i musiałam zatrzymać 20 000 €! Ale potem nagle pojawiła się ponownie i napisałyśmy kolejną umowę na kolejne 10.000 €, aby zagwarantować sprzedaż. Przelała mi 5000 €… i znowu zniknęła !!!! Więc musiałam zatrzymać 25.000 €. Nawiasem mówiąc, była to dokładnie kwota, którą był mi winien mój były mąż… i on też był hodowcą psów.
Kiedy wyprowadził się z mojego życia, całkowicie odpuściłem sobie pragnienie, by mi odpłacił. Wzięłam na siebie pełną odpowiedzialność za to, że stworzyłam mu możliwość, by był mi winien te pieniądze w pierwszej kolejności i doszłam do całkowitego spokoju z tym. Byłam też w pełni świadoma, że cokolwiek jest dla nas odpowiednie, w taki czy inny sposób trafia do naszego życia. A pieniądze na pewno wróciły… Nieźle się śmiałam z powodu tego nieoczekiwanego obrotu wydarzeń. Pani, którą można było osądzić za nieodpowiedzialność, obelżywie itp., Była w rzeczywistości tą, która wręczyła mi prezent, który przyjęłam z głęboką wdzięcznością i odrobiną humoru.
Wracając do sprzedaży domu. W lutym 2019 r., Miesiąc po dodatkowych 5000 €, pojawił się kolejny kupiec. Tym razem para z Anglii. A w maju mój dom został sprzedany.
Wielkie, duże, duże, duże, wielkie świętowanie!
Tymczasem nie mówiłam, że w 2013 roku przeprowadziłam się do mieszkania mojej babci w mieście, ponieważ ona zamieszkała z mamą, a dom był pusty, więc bardziej praktycznie było być w mieście, aby moja nastoletnia córka miała więcej swobody w spotykaniu się z jej przyjaciółmi, żeby samodzielnie chodziła do szkoły i tak dalej, więc przeprowadziłyśmy się.
A w 2019 roku dostałam mieszkanie (w którym nigdy nie musiałam płacić czynszu) w ramach spadku - ale jeszcze za życia mojej mamy. Obecnie jest wynajmowane i stanowi miesięczne źródło dochodu. W tym samym roku przeprowadziłam się do bliźniaka, w którym mieszkała moja mama, ponieważ był pusty, piękny i miał też ogromny ogród i ziemię, na której mogłam bawić się w sadzenie warzyw, karmienie kurczaków, zbieranie owoców i dużo więcej. Tutaj też nie płacę czynszu, ani innych zwykłych opłat.
Tak, to moja prawdziwa historia.
Uświadomiłam sobie, że moja mama zobowiązała się wspierać moją realizację (zanim przyszłam na świat w tym życiu). I tak, chociaż musiała grać ze mną w grę braku, kiedy byłam młodsza, dając mi doświadczenia bez ciepła, bez miłości, bez wsparcia, ale gdy rozwiązałam całą moją karmę przodków i uwolniłam się od potrzeby bycia jej córką, wtedy gra się kończyła. Mogła wreszcie być hojna. Właściwie mamy bardzo piękną magiczną konfigurację. W zamian za wspieranie mojej wolności, moja mama sama doświadcza nowych poziomów wolności, otwierając nieskończony krajobraz nowych możliwości. To wszystko jest tak poza ludzkim pojęciem, że jedyne, co można zrobić, to po prostu cieszyć się tym! Obie możemy się tym cieszyć.
Wygląda więc na to, że kiedy tu przyszłam, wybrałam dla siebie dość zamożną rodzinę, która mogła dać mi to, co najlepsze z obu światów - świat separacji, braku i dramatu oraz świat wewnętrznej wolności, bogactwa i harmonii. Samolubna mama, nieobecny tata, dziadek, który przeszedł od biedy do fortuny wielkim wysiłkiem i dla dobra swojej rodziny… Przyniosłam ze sobą wszystkie potencjały, w mojej małej magicznej walizce transcendencji. To oczywiście zawsze jest nieznana gra loteryjna, ponieważ zależy to od wolnej woli Człowieka, aby stawić czoła wyzwaniom z chwili na chwilę, aby dosięgnąć więcej tego, kim naprawdę jesteśmy. Ale zdałam sobie sprawę, że moja Dusza nigdy nie wątpiła, że mogę to zrobić. Nie mogła. Nie ma wątpliwości na poziomie duszy! W każdym razie to, co mnie zadziwia, to fakt, że moja Dusza ufała mi - Ludzkiemu mnie - przez cały czas. Świadomość mojej Esencji o tym, że jestem bardziej - nie tylko Człowiekiem, nie tylko Boskością – było tym, co sprawiało, że światło migotało, abym znalazła drogę przez Ciemną Noc Duszy.
I chociaż życie ciągle mnie przyspieszało ku sukcesowi, to jednak uciekałam od niego, jakby jeszcze to nie był ten czas. Zawsze potrafiłam odnosić sukcesy w każdym przedsięwzięciu, także finansowym. Teraz wiem, że to była część mojej magicznej walizki.
Rzecz w tym, że nie mogłam sobie pozwolić na bycie rozpieszczonym bachorem. Nie było o tym mowy. Nie mogłam sobie pozwolić, by pieniądze rozpraszały moją uwagę i zdaję sobie sprawę, że gdybym miała wszystko na początku, kiedy wciąż miałam złudzenie, że jestem tylko człowiekiem, krążyłbym w kółko. I nawet w moim urzeczywistnieniu to wszystko musiało przychodzić do mnie powoli, aby mnie nie przytłoczyć.
Teraz jestem całkowicie wolna od długów, tak jak wybrałam i szczerze mówiąc, nie widzę różnicy między pieniędzmi a nagrodą jaką jest reszta mojego pięknego życia. To wszystko jest takie samo. O ile mogę siedzieć na werandzie i patrzeć, jak ciepłe jesienne słońce zachodzi na horyzoncie, wąchając zapach kwiatów i słuchając melodii natury, widzę też, jak moje pieniądze rosną bez wysiłku, naprawdę i dosłownie. Nigdy nie myślę o tym, czy stać mnie na wszystko, co zdecyduję się kupić lub zrobić.
Prawda jest taka, że nie mam nieskończonej listy potrzeb. Żyję dość prostym życiem. Cieszę się krystaliczną obfitością kropli deszczu spływających kaskadami do stawu i ciepłem kąpieli w pobliskiej rzece, która tak czule i delikatnie trzyma mnie w ramionach. Upajam się ciszą pogodnego świtu, gdzie niebo wypełnia symfonia niesamowitych kolorów i uwielbiam proste dania z gotowanej kapusty i fasoli z mojego warzywniaka, z gotowanym jajkiem od moich kurczaków i czystą oliwą z oliwek z moich drzew oliwnych… Tak samo lubię przebywać w pięciogwiazdkowym hotelu i rozpieszczać się w spa, wychodzić do najlepszych restauracji na najsmaczniejsze jedzenie i spacerować po najpiękniejszych miejscach, które spotykam bez konieczności szukania ich. Mogę też biwakować na dziko lub przespać się na plaży pod rozgwieżdżonym niebem, zamienić swój samochód w coś, co czule nazywam przyczepą kempingową i wygodnie przytulić się do pościeli w najwygodniejszym prowizorycznym łóżku.
Wszystko jest częścią mojego dostatku, bo Ja nim jestem. Sama jestem dostatkiem i jestem hojnie dostępna, w pełni obecna dla życia. Jest w tym tyle samo hojności, ile wdzięczności i pasji. To przekracza wszystko, o czym mogłam marzyć… Właściwie już nie mam marzeń do spełnienia.
Przychodzi do mnie wszystko naprawdę i dosłownie. Coraz bardziej i bardziej pozwalam, aby wdzięczny i zmysłowy przepływ tego, kim Jestem, wziął mnie za rękę i poprowadził przez to niewiarygodne życie. Przez Miłość we wszystkich formach. I to jest to.
W mojej rzeczywistości nie ma absolutnie żadnej separacji między dawaniem a otrzymywaniem, to tylko jeden przepływ, a jeśli chodzi o moją pracę, oferuję dużo treści za darmo, nie muszę się już ukrywać, a także trzymać ręki na moim cudownym sejfie, dając sobie zrównoważoną twórczą wymianę, której nawet nie trzeba rozumieć. To samo w sobie otwiera własny przepływ dostatku moich klientów, abyśmy mogli razem świętować to nowe życie, ponieważ nie ma nic złego w byciu razem, kiedy ktoś jest suwerenny dla siebie.
Mój Massion (Misja + Pasja) jest połączeniem Człowieka i Boskości, a moja służba polega na tym, by być tym kim jestem. Bo tylko Mistrz może być pomocny, więc tak jak ja, hojnie mi służy, a ja służę innym. Jestem.
Autorką kartki z pamiętnika Mistrza jest T.c. Aeelah z Harare w Zimbabwe, obecnie mieszka w Portugalii. Jej post został opublikowany na FB Shaumbra Pirates. Więcej informacji o niej znajdziecie na stronie www.inpassioncoaching.com
Tłumaczyła z angielskiego Ania Budzowska

 

piątek, 4 grudnia 2020

Wspieranie Urzeczywistnienia

 

 Wspieranie Urzeczywistnienia

Ale chciałbym zrobić coś w międzyczasie, tylko po to, żeby pomóc wam i wesprzeć w waszym uświadomieniu sobie Urzeczywistnienia. Chciałbym zrobić DreamWalk Urzeczywistnienia.

LINDA: Ach!

ADAMUS: Nie dzisiaj. Nie dzisiaj. Nie, chcę to zorganizować w sposób bardzo wyjątkowy i żeby to zrobić, muszę współpracować z grupą innych Wzniesionych Mistrzów, jak również z tymi na Ziemi, którzy już osiągnęli Urzeczywistnienie czy też je sobie uświadomili. Musimy dokonać pewnych ustaleń. Jest wiele elementów do zgrania. Właściwie to niezupełnie, ale...

LINDA: (szepcze) OK.

ADAMUS: ...to dobrze brzmi.

LINDA: (szepcze) Tak, w rzeczy samej.

ADAMUS: OK, a więc zrobimy to. Zrobimy DreamWalk Urzeczywistnienia po to, żebyście mogli w sytuacji gdy czujecie, że nie dokonaliście Urzeczywistnia lub też nie jesteście tego pewni –bo jednego dnia czujecie się urzeczywistnieni, a następnego czujecie się jak palant – zrobimy DreamWalk Urzeczywistnienia, żebyście mogli wejść w swoje Urzeczywistnienie, zobaczyć, o co w nim chodzi, a potem zdecydowali, czy chcecie je zabrać ze sobą, czy nie. Innymi słowy, być go świadomym jako człowiek.

Uruchomimy, rozpropagujemy to, a data będzie dobra, strategiczna. Fajnie będzie.

LINDA: Jaka data?

ADAMUS: Halloween.

LINDA: Jej!

ADAMUS: Halloween.

LINDA: Łał!

ADAMUS: Dzień zmarłych.

LINDA: Jej!

ADAMUS: To właściwie dzień przed dniem zmarłych, ale... mówimy o dniu zmarłych, bo jakaś wasza część umarła. Po prostu jeszcze jej nie pochowaliście. Ha!

LINDA: Och!

ADAMUS: Jestem bezpośredni.

LINDA: Właśnie słyszę!

ADAMUS: Taak, taak.

LINDA: Słyszę, słyszę!

ADAMUS: Taak. Jest taka część was, która umarła, ale wy próbujecie utrzymać ją przy życiu. Podłączona jest do sztucznych – jak to nazywacie – systemów wsparcia, waszych emocji. W medycynie byłby to tlen, lekarstwa, morfina i tym podobne rzeczy.

LINDA: System podtrzymywania życia.

ADAMUS: System podtrzymywania życia. Dziękuję. Utrzymujecie przy życiu niektóre z tych starych części, nie wiem dlaczego. Ale uśmiercimy je. (…). Taak. Nie mam nic złego na myśli. Powiedzmy, że w tym DreamWalku Urzeczywistnienia pozwolimy im odpocząć, to lepiej brzmi, żebyście mogli sobie uświadomić, że są już przeszłością. Nie musicie się jej dłużej trzymać, sprowadzimy tu przyszłość, czyli wasze urzeczywistnione Ja, które już tu jest. Po prostu nie zdajecie sobie z tego sprawy. Zrobimy to w Halloween, a na dodatek jestem przekonany, że Halloween będzie w tym roku wyjątkowe, ponieważ przypada wtedy pełnia księżyca. To będzie Księżyc Myśliwych. To będzie Niebieski Księżyc. Kiedy więc znajdziecie się pod niebieskim księżycem – kiedy znajdziecie się pod niebieskim księżycem – przyzwolicie na Urzeczywistnienie.

Czas Niebieskiego Księżyca. Nieczęsto się zdarza. Ostatni raz mieliście Niebieski Księżyc w Halloween 76 lat temu, w roku 1944 dokładnie mówiąc, w innym okresie wielkich zmian na planecie.

LINDA: Ach.

ADAMUS: A więc zróbmy to. Zrobimy razem nasz DreamWalk podczas pełni Niebieskiego Księżyca Myśliwych w Halloween 2020. Złowieszcza nazwa swoją drogą.

LINDA: Łał.

ADAMUS: Rok 2020 jest sam w sobie wystarczająco trudny, ale Halloween z Niebieskim Księżycem (…) to wspaniały czas na Urzeczywistnienie. OK. Głęboki oddech.

Powinniście traktować to jak zabawę. Wiecie, nauczyłem się po drodze jednej rzeczy – bardzo łatwo stać się poważnym i pompatycznym. Nie mówię, że nigdy taki nie byłem, Linda, rzecz w tym, że łatwo stać się poważnym i pompatycznym, i zwyczajnie zarozumiałym. Ale wiecie co się kryje pod tą zarozumiałością – kupa gówna. Pracujecie z mozołem i stajecie się monotonni i nudni. Otwórzcie się i przekonajcie, jak bardzo wolny jest wasz duch. To jest to, co kocham w graniu. Jest się wolnym jak ptak. To jest Wolna Energia. To jest wolny czas, w którym istnieję. (…) A więc traktujcie to jak zabawę. Dziękuję. Dziękuję. Zatrzymaj brawa na później.

LINDA: Jestem podekscytowana! To świetny pomysł na DreamWalk. Jej!

ADAMUS: Tak też pomyślałem. Taak, tak pomyślałem.

LINDA: O, mój Boże. Co za wspaniałe wsparcie.

ADAMUS: Taak. To będzie świetna zabawa.

LINDA: Taak!

ADAMUS: I, jeszcze do tego to się wydarzy w dniu...

LINDA: Taak!

ADAMUS: ...który jest szczególną datą w kalendarzu, niosącą coś intrygującego lub ważnego numerologicznie – co w większości przypadków nic nie znaczy – ale oto mamy Halloween, pełnię księżyca, wejście w Urzeczywistnienie. (…) Wrócicie czy nie?

Dopilnuję, żebyście wrócili. (…) Gwarantuję, i, och, to będzie także impreza płatna. No, proszę was! Dlaczego miałaby być bezpłatna? Staniecie się urzeczywistnieni za ile – (zwraca się do Lindy) ile policzycie sobie za to?– dwadzieścia pięć dolców. Staniecie się urzeczywistnieni.

LINDA: Jej! Umowa stoi.

ADAMUS: To umowa stulecia.

LINDA: Łał!

ADAMUS: To niesamowite. Wiecie, cena została obniżona o 27 milionów dolarów. Teraz dostaniecie to za 25 dolarów.

LINDA: Łał!

ADAMUS: Ale zacznijcie od zaraz, macie szerokie pole do działania.

LINDA: Ale czekaj!

ADAMUS: Jest jeszcze coś! (…) Co jeszcze? (do Lindy)
LINDA: (…) Nie wiem.

ADAMUS: Och, będzie też muzyka. (…) Jeśli wam się nie spodoba DreamWalk, to może spodoba się wam muzyka. Dostaniecie muzykę za darmo. Pobawcie się trochę...

LINDA: To takie ekscytujące.

ADAMUS: ...swoją własną ekspresją. I to jest jedna z tych rzeczy, o których będę mówił wprost. Wymyślę jakieś słowo. Jeśli uznam, że jesteście nudnymi sztywniakami, wymyślę nowe dobre słowo, żeby to opisać. I nazwę was tym słowem. I, tak, wymyślę jedno słowo. To nie będzie brzydkie słowo. To nie będzie coś jak „dupek”, czy coś takiego, ale będzie to słowo, które wszyscy... coś w rodzaju „makyo”, którego nie wymyśliłem.

LINDA: OK.

ADAMUS: Będzie jak „makyo”, ale to będzie coś, co zdecydowanie opisze was jako prawdziwych nudziarzy. Zabawcie się! Pograjcie trochę! OK, idziemy dalej. Czyli podoba ci się pomysł DreamWalku?

LINDA: Dla mnie to brzmi niebiańsko.

ADAMUS: Dobrze. Dobrze. Podoba mi się. Zatem idźmy dalej.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura

 

czwartek, 3 grudnia 2020

Podręcznik Urzeczywistnienia

 Podręcznik Urzeczywistnienia

Kolejną rzeczą, którą się zajmiemy, będzie opracowanie czegoś w rodzaju podręcznika, przewodnika. To nie będzie zbiór zasad, ale pomocne wskazówki dla tych, którzy wchodzą w Urzeczywistnienie. Ale będzie to również jakby dokumentacja waszej historii, waszych odkryć.

Są pewne rzeczy, o których już wiem, że zostaną do niego włączone, ale są też rzeczy, które wy będziecie odkrywać. Naprawdę chciałbym to zbierać, żeby następnie opublikować w Karmazynowym Kręgu i sukcesywnie uzupełniać. Linda oraz Jean Tinder jako menedżer ds. treści będą razem pracować nad tym projektem. Nie musicie go publikować od razu. Zrobimy to, kiedy stanie się na tyle obszerny, że naprawdę będzie można go opublikować. Będzie to zbiór materiałów, który nazwiemy Przewodnikiem Merlina po wcielonym przetrwaniu.

LINDA: Świetnie.

ADAMUS: Taak.

LINDA: To dobra droga.

ADAMUS: Tak, już widzę...

LINDA: To może ewoluować. Taak.

ADAMUS: ...ilustrację na stronie tytułowej.

LINDA: Jasne.

ADAMUS: A Cauldre myśli, że on to zrobi. Ale nie, chyba ja to zrobię. Bezpośrednio.

LINDA: Dorzuci swoje słówko.

ADAMUS: Zrobię to bezpośrednio.

LINDA: Powie coś od siebie.

ADAMUS: Jako Merlinowie napotkacie nieco trudności – „nieco” to mało powiedziane – czasami będzie wam ciężko. Sam fakt, że będziecie urzeczywistnieni nie oznacza, że nagle świat się zmieni i do was dostosuje. W rzeczywistości świat stanie się pod pewnymi względami nieco brzydszy, a pod innymi piękniejszy. Ale to nie będzie łatwe. To dlatego tacy jak Sart i FM (John Kuderka) powiedzieli: „E, nie! Idę na tamtą stronę”. Doszli do etapu, na którym zadali sobie pytanie: „Po co zostawać? Po co zostawać?”, ja myślę, że z początku Sart trochę tego żałował. Czuł, że być może nie spełnia oczekiwań własnych ani waszych, ale zostać jest trudno.

Można chyba powiedzieć, że energie są formowane w taki sposób, żeby było to jak najprzyjemniejsze. Pracujemy z Shaumbrą, w szczególności Karmazynowa Rada pracuje nad czymś w rodzaju... nie mogą tego zrobić za was, ale mogą pomóc w stworzeniu dynamiki, która sprawi, że wasze pozostanie tutaj będzie bardziej komfortowe. Na przykład jeśli chodzi o dostatek. Musieliśmy się uporać z podejściem do kwestii dostatku i, dzięki Bogu, w większości przypadków kwestia ta przestała być problemem. Stało się tak, że albo ci, którzy nie umieli się z tym uporać odeszli, albo też zdaliście sobie sprawę z tego, że dostatek to rzecz naturalna. To wasza energia. Dlaczego niemielibyście być bogaci?

A więc zostańcie, żeby upewnić się, że jesteście bogaci. Żeby upewnić się, że nie musicie się martwić o pieniądze. To jedna z tych ważniejszych rzeczy. Żeby upewnić się, że wasze zdrowie jest w stanie równowagi. Powtarzam, że nie możemy tego zrobić za was, ale na pewno możemy nakryć do stołu. Ha! Możemy poustawiać wszystkie naczynia, sztućce, filiżanki i szkło, przygotować je dla was. Do was natomiast należy zastawić stół potrawami. Innymi słowy, wy musicie to ostatecznie zrobić, ale my na pewno pomożemy ustawić dynamikę.

Jako wcielony Mistrz nikt z was nie będzie musiał się martwić wszystkimi tymi starymi potrzebami. I powtarzam: możemy pomóc nakryć do stołu, wy natomiast musicie przyjść, zasiąść do niego i posilić się przy nim.

My – nie chcę się teraz zbytnio zagłębiać w tę sprawę, bo Cauldre ma natłok obrazów i zaczyna się gubić – powołaliśmy specjalną radę w obrębie Karmazynowej Rady, która ma bardzo ściśle współpracować z tymi, którzy zdecydują się zostać, ale wy wciąż miewacie trudne momenty, jeśli chodzi o niektóre kwestie, w szczególności takie jak zdrowie. Mamy cały, można to tak nazwać, zespół ds. zdrowia, ośrodek zdrowia, który będzie współpracował bezpośrednio z wami. Nie mogą niczego zrobić za was, ale mogą pokazać wam pewną dynamikę energii, której być może nie zauważyliście, ponieważ nadal macie tendencję do zamykania się w głowie i rozgryzania spraw po staremu.

Będą z wami pracować nad dostatkiem. Będą pracować z wami nad tym, byście rozpoznali, kiedy – naprawdę będą pracować z wami – nad tym, byście rozpoznali, kiedy się oddalić, wyjechać gdzieś samemu, udać się w miejsce odosobnienia do jakiejś waszej kryjówki. Będą z wami pracować – z tymi, którzy tak wybiorą – nad znalezieniem miejsca, do którego będziecie mogli się udać, z dala od domu. Miejsca, w którym będziecie mogli się schronić. Będziecie tego naprawdę potrzebowali. Czy będzie to wasza własność, czy miejsce wynajęte, nie ma znaczenia, byle byście mieli dostęp do niego.

Będziemy więc pracować z wami nad tymi sprawami, żeby mieć pewność, że możecie tu zostać i być tak szczęśliwi czy spełnieni, jak to tylko możliwe. Nadal będą się zdarzały trudne momenty, bo macie do czynienia z otaczającym was światem.

Pozwólcie, że omówię niektóre z pierwszych pozycji, które wprowadzimy do Przewodnika Merlina po wcielonym przetrwaniu. Kilka głównych punktów.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura

 

 

środa, 2 grudnia 2020

Wskazówka Merlina nr 2: Być w tym świecie, ale nie z tego świata

 

 Wskazówka Merlina nr 2: Być w tym świecie, ale nie z tego świata

Numer dwa, zrozumcie, że jesteście w tym świecie, egzystujecie w tym świecie, ale tak naprawdę nie jesteście już z tego świata. To trudne, bo chcecie i jednego, i drugiego. Chcecie być w tym świecie i nadal chcecie być z tego świata. I będą chwile, kiedy poczujecie się samotni i oddzieleni, i zupełnie inni niż wszyscy. Będziecie się czuli bardzo, bardzo odmienni, a ja wiem, że było tak samo, kiedy byliście młodsi, ale ta obecna odmienność jest inaczej inna. Kiedy byliście młodsi, zastanawialiście się, czy jesteście inni, a teraz będziecie pewni, że jesteście cholernie inni.

Będziecie więc w tym świecie, ale już nie będziecie do niego należeć, co wywoła u was smutek, bo kochacie tę planetę. To nie znaczy, że nie możecie jej kochać, ale towarzyszyć temu będzie pewna melancholia. Zrozumcie jednak, że przerośliście ten świat. Wykroczyliście poza świat liniowy. Nadal możecie stosować „I” co oznacza, że możecie w nim istnieć, ale on już wami nie rządzi. A to właśnie dotyczy większości ludzi na tej planecie – ludzkość, planeta, jakkolwiek zechcecie to nazwać – rządzi nimi. Wami już nie rządzi. Możecie ją kochać. Możecie zachwycać się przyrodą. Możecie cieszyć się dobrą muzyką. Możecie doceniać humor i taniec oraz sztukę i biznes, cokolwiek zechcecie, ale to już nie jest wasze. Nie jest już wasze.

Weźmy z tym porządny, głęboki oddech.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura

 

wtorek, 1 grudnia 2020

Wskazówka Merlina nr 1: Stań za niskim murkiem

 

 Wskazówka Merlina nr 1: Stań za niskim murkiem

Numer jeden – a to sięga aż do Tobiasza –„Stań za niskim murkiem”.

LINDA: Taak.

ADAMUS: Wiecie, to numer jeden i to z bardzo ważnego powodu. W momencie, w którym uwikłacie się w politykę, w próbę ratowania świata; w momencie, w którym wdacie się w dyskusję na temat żeńskiego pierwiastka i męskiego, na temat żeńskiej bogini i męskiego dupka; w momencie, w którym w to wejdziecie – jasne czy ciemne, i w całą resztę – to was wciągnie. To was wessie. I chociaż będziecie wcielonym Mistrzem i powiecie: „Tak, ale ja jestem ponad to”, zostaniecie schwytani bodaj za jedną nogę i wciągnięci może nawet po pierś. Możliwe, że nie wciągnie was do końca, ale to jest bezużyteczne! Dać się w to wplątać to kompletna strata energii.

Żadna ze stron nigdy nie wygra, mówię to wam wprost. Jasne czy ciemne, dobre czy złe, męskie czy żeńskie, Donald Trump czy Joe Biden, nikt nigdy nie wygra. A wy na to: „Ale ktoś przecież wygra wybory.” Och, naprawdę? Och, naprawdę.

LINDA: Mhm.

ADAMUS: Po prostu jestem bezpośredni. Nawet jeśli ustalenie, kto zostanie prezydentem zajmie trochę czasu, to nie wygrają. (…) Nie, i żadna ze stron...

LINDA: Rozumiem! To jest fajne!

ADAMUS: ... nigdy nie wygrywa. Dopóki będzie dualizm, dopóki będą te konflikty – które ludzie wydają się kochać, są od nich uzależnieni – dopóty będą te bitwy. Nikt nie wygrywa. Trzymajcie się od nich z daleka, do cholery. Nie po to tu jesteście. Posuwam się tak daleko, bo jestem teraz bezpośredni. Będę...

LINDA: OK. OK.

ADAMUS: Będę nosić...

LINDA: Mamy załatwić ci nową koszulkę.

ADAMUS: ...koszulkę: „Jestem bezpośredni”.

LINDA: „Jestem bezpośredni”. OK.

ADAMUS: Jeśli nadal czujecie potrzebę angażowania się w te rzeczy, odejdźcie już teraz. Opuśćcie Karmazynowy Krąg, bo i tak odejdziecie, za pół roku czy za rok odejdziecie, bo nadal jesteście uzależnieni od spraw. Nie ma żadnych spraw na tej planecie. Naprawdę nie ma. Są tylko ludzie, którzy walczą o sprawy.

Ta planeta rozwiązałaby tak wiele ze swoich problemów – głodu, środowiska i wojen – gdyby ludzie przestali walczyć o sprawy. To bitwy, to ludzie utrwalają sprawy. Rozwiązanie każdego z tych problemów już istnieje – środowiska naturalnego, kryzysu energetycznego z silnikami benzynowymi, kryzysu finansowego –rozwiązania już są. Ale tak długo, jak długo ludzie będą walczyć, stawać po czyjejś stronie, jak długo nie będą słuchać i wchodzić w głąb siebie, te bitwy będą trwały. I nie można winić za to kogoś drugiego, a wiem, że niektórzy z was są teraz na mnie naprawdę wkurzeni, i dobrze.

Naprawdę musicie się zastanowić, czy zostajecie przy tym, co robimy, bo ja nie będę – dopóki tu jestem – tolerował tego dualistycznego, uzależniającego zachowania.

W tym momencie wy mówicie: „Och, Adamus, nie rozumiesz. Świat jest strasznym miejscem”. Nie, nie jest. Wy nie rozumiecie. Jeśli nazywacie go strasznym miejscem, jeśli nie macie w sobie współczucia, by pozwolić innym przeżywać ich doświadczenia, nie bacząc na to, w jaki sposób chcą je przeżywać, to wy nie rozumiecie. Nie rozumiecie, że odpowiedzi, rozwiązania dla tej planety są stosunkowo proste i wszystko zaczyna się od kilku ludzi, którzy przyzwolili na swoje Urzeczywistnienie. Oni już nie walczą. Jeśli walczycie, nie jesteście urzeczywistnieni. Jeśli uczestniczycie w walce lub występujecie w obronie jakichś spraw, nie chodzi o to, że nie możecie mieć swojej opinii na ten temat, ale miejcie ją za tym cholernym, niskim murkiem. Przejdźcie za murek i zostańcie tam.

Planeta szaleje teraz przez ludzi, którzy kochają bitwy. Wiecie, to dostarcza trochę emocji. Daje im powód, żeby chciało się im żyć. Daje im coś, o co warto walczyć. Wszyscy to wiecie. Niektórzy z was pochodzą z rodzin, które kochają walczyć (…) i wiecie, że po to właśnie żyją. Och, oni narzekają na to. Obwiniają wszystkich innych, ale uwielbiają walczyć.

Tak więc, numer jeden w podręczniku: stań za niskim murkiem.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura

 

poniedziałek, 30 listopada 2020

Wskazówka Merlina nr 3: Zmiana komunikacji


 Wskazówka Merlina nr 3: Zmiana komunikacji

Następna pozycja w naszym podręczniku – komunikacja. Bądźcie świadomi, że komunikacja zmienia się radykalnie dla wcielonego Mistrza. Co to oznacza? Kilka rzeczy.

Po pierwsze, wewnętrzna komunikacja. Gadacie w swojej głowie Bóg wie jak długo, przez ile wcieleń; gadacie w swojej głowie. Udoskonaliliście mentalne rozmowy, udoskonaliliście mózgowe brednie, kręcicie się po tym swoim umyśle tam i z powrotem, i potworzyliście różne części swojego umysłu, które rozmawiają ze sobą na okrągło. To nadal jest wasz cholerny umysł. Mistrz wykracza poza jego ramy. Nie musi nad tym pracować, to się po prostu dzieje. Ale bądźcie świadomi, że to się dzieje. To ważne. Bądźcie świadomi, że to się dzieje.

Pojawia się nowe poczucie komunikacji w waszym wnętrzu i to nie wasi przewodnicy duchowi rozmawiają z wami. To nie ja z wami rozmawiam. Tak naprawdę, można powiedzieć, to wasza istota. Tak naprawdę to wy, prawdziwi Wy mówicie. Niekoniecznie odbywa się to za pomocą słów, ale może. Na początku możecie pomyśleć, że to znowu wy gadacie z inną bzdurną częścią waszego umysłu. Ale wtedy zauważacie głębię i prostotę przekazu. Stąd wiecie już, że to coś innego niż wasza mózgowa rozmowa, ta mózgowa gadanina, która zwykle ma miejsce. Komunikacja staje się bardzo wyraźna i bardzo realna, i nie ma wątpliwości, kiedy dochodzi do tego rodzaju komunikacji z sobą samym.

Wasze ciało komunikuje się ze sobą nie za pomocą mowy, ale poprzez impulsy energetyczne znane jako anayatron, który powoli zanika. Komunikujecie się ze sobą od jednej wieży komórkowej w mózgu do innej wieży komórkowej w mózgu w jego kazirodczym systemie zamkniętego kręgu. Ale teraz nadchodzi inny rodzaj komunikacji. Jest prosty, skuteczny i funkcjonuje poza mózgiem. Bądźcie go świadomi. Nie musicie nad nim pracować. Bądźcie go świadomi.

Poćwiczcie trochę oddychanie, a zaczniecie to wyczuwać. To wy, ale to nie jest ograniczone do waszego mózgu. To jest coś, co można by nazwać waszym Systemem Komunikacji Fasetowej. Jest to połączenie punktów – nie punktów separacji, ale punktów sieci – wewnątrz was, biegnących do Ja Jestem, do Merlina, do Mistrza, do was, do dawnych wcieleń, przeszłości i przyszłości, które teraz łączą się i jest to bardzo prosta sprawa. To nie jest skomplikowane. Tylko mózg potrzebuje wielu stronic i godzin. Jeśli coś jest proste – (pstryk!) – o, tak, znaczy, że to wy.

Wasza komunikacja z innymi ludźmi zmienia się. Niektórzy z was są całkiem komunikatywni, ale używacie masy słów. Stosujecie komunikację mózgową, co oznacza, że mówicie do rozmówcy z poziomu mózgu. Używacie słów, które są płaskie, nudne i mało w nich energii.

Zauważycie, że wasz sposób porozumiewania się z innymi nagle się zmieni. Będziecie potrzebować bardzo niewielu słów i to właśnie charakteryzuje prawdziwego Mistrza czy prawdziwego Merlina. Bardzo niewielu słów, bo nie będziecie potrzebowali wielu. Wystarczy wasza obecność. Umysł by powiedział: „No nie, musimy to wyjaśniać dokładnie ze wszystkimi szczegółami, aż do znudzenia”. Nie, nie musicie. Mistrz może powiedzieć komuś kilka słów, a za nimi skryje się obfitość, mnóstwo energetycznych przekazów, które mogą nie być odebrane przez tego kogoś od razu. Może dotrą do niego gdy będzie szedł ulicą, albo w nocy podczas snu, ale to już w nim będzie.

Zacznijcie uświadamiać sobie ten nowy rodzaj komunikacji z innymi, który nie wymaga wielu słów. Może przydać się trochę teatralności. Może przydać się trochę pauz w wypowiedzi. Pauzy są bardzo ważne. Może przydać się trochę ekspresji, ale zacznijcie zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje nowy poziom komunikacji z innymi ludźmi.

W tej chwili komunikacja odbywa się między mózgiem a mózgiem, a to powoduje sporo zamieszania, wiele nieporozumień. Zacznijcie zdawać sobie sprawę z nowej komunikacji, która się pojawia. Możecie siedzieć z kimś niewiele do niego mówiąc, tymczasem porozumienie między wami będzie niewiarygodne. Nie bójcie się otworzyć tej części siebie. Wielu z was zamknęło się w sobie, nie chcecie ujawnić tej swojej części. Teraz z tym skończcie. W porządku jest się otworzyć. Nie ukradną waszej energii. Spędziliśmy wiele lat na studiowaniu energii seksualnych, doskonaląc zarządzanie nimi. Nie ukradną teraz waszej energii, chyba że im na to zezwolicie.

Tak więc cały system komunikacji zmienia się, choć nie z dnia na dzień, ale to jest element, to jest część przewodnika przetrwania dla wcielonego Merlina. Zaczyna być zrozumiałe, że cały sposób komunikacji całkowicie się zmienia.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura

 

niedziela, 29 listopada 2020

Wskazówka Merlina nr 4: Prostota


 Wskazówka Merlina nr 4: Prostota

Następna jest prostota. Ludzki umysł czyni wszystko tak skomplikowanym, jak to tylko możliwe. Możecie zadać człowiekowi bardzo proste pytanie lub postawić proste zadanie, a on je skomplikuje. To właśnie mózg uwielbia robić. To uzasadnia istnienie mózgu. Mózg ma poczucie, że się rozwija. To mu nadaje indywidualności. Ale faktem jest, że to wszystko są wymysły mózgu, i że wszystko jest złożone. Bardzo złożone.

Przy okazji, widzę, że Jean szuka cytatu do umieszczenia na głównej stronie internetowej Karmazynowego Kręgu. Ten jest dobry.
Przyciągnie nowych. Coś takiego im się spodoba. Chodzi mi o to, że zrozumieją, że ta grupa jest albo prawdziwa, albo szalona, i pewnie będą do was lgnąć dlatego, że jesteście szaleni.

LINDA: Albo jedno i drugie.

ADAMUS: Albo jedno i drugie. Tak więc prostota jest kluczem do wszystkiego.

Życie Mistrza jest proste. Mistrz nie musi go komplikować. I ta prostota nie oznacza nudy, ale tak naprawdę zdolność do postrzegania rzeczy w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie były postrzegane.

Nadal macie skłonność do komplikowania spraw, a kiedy zapytam: „Po co wszystko tak komplikować? To naprawdę proste”, wy zaprotestujecie: „Och, Adamus, nie rozumiesz”. Rozumiem. Lubicie komplikować sprawy. Chcecie je uprościć? To właśnie robi Mistrz.

Zacznijcie upraszczać swoje życie. Co znaczy upraszczać? Będziemy o tym dużo więcej rozmawiać, ale znaczy to, że aby przejść z punktu A do punktu B, należy wybrać trasę bezpośrednią, a nie – zapomniałem, jak to nazwaliśmy – zygzakiem, na chybił trafił, jak to zwykle robi człowiek. Bezpośrednią trasę. Czy jest to droga od stworzenia do przejawienia, czy cokolwiek innego, wybierajcie drogę bezpośrednią.

Po co włóczyć się po lesie, po co udawać, że się zgubiliście, kiedy można iść wprost od inspiracji do manifestacji? Drogą zmiany świadomości czy postrzegania. Po co tracić mnóstwo czasu na rozmyślanie o tym? Po prostu – (pstryk!) – robicie to. Upraszczacie. O tym będzie jeden z pierwszych rozdziałów w tym podręczniku przetrwania.

Dalej w podręczniku przetrwania... weźmy z tym głęboki oddech. Naprawdę wczujcie się w to przez chwilę.

(pauza)

Uproszczenie.

Komunikacja.

W tym świecie, ale już nie z tego świata. Nie jest wasz.

I stójcie za niskim murkiem. To bardzo, bardzo ważne.
(Jestem Merlinem SHOUD 1 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT–GERMAINA za pośrednictwem Geoffrey’a Hoppe)
Tł. Marta Figura