środa, 1 czerwca 2022

Opowieść


 Opowieść

Pozwólcie, że wam opowiem krótką historię z mojej przyszłej książki ,,Wspomnienia Mistrza”. Książki, która jeszcze nie została napisana, jeszcze nie jest opublikowana, nawet nie jest tak naprawdę wystarczająco obmyślana, ale jest tutaj. No wiecie, ona jest już gotowa, a teraz ja tylko pozwalam jej powstawać. No więc…

SART: Czy dostaniemy z tego prowizję?

ADAMUS: Żadnej prowizji! (Adamus chichocze)

SART: Jesteś pewien?!

ADAMUS: Policzę wam za książkę podwójnie. (więcej chichotów)
Przygaśmy trochę światło, kiedy będę opowiadał tę poruszającą historię o Mistrzu i uczniu. Nie potrzebujemy muzyki, a jedynie lekko przyćmione światło.
W pewnym stopniu jest to oparte na prawdziwej historii.
Mistrz siedział na brzegu pięknego jeziora w ciepły, słoneczny dzień, łowiąc ryby. Lubił łowienie ryb, ponieważ dawało mu to szansę bycia pośród natury i praktykowania naturalnych zdolności manifestowania obfitości. Wyglądało na to, że w chwili gdy zarzucał wędkę, ryba brała, nawet jeśli nie było na haczyku żadnej przynęty. Wyciągał rybę, podziwiał jej urodę i oczywiście wrzucał ją z powrotem do jeziora. Nie wymagało to prawie żadnego wysiłku, ale dla Mistrza był to wspaniały sposób doświadczania, że wszystko samo przychodzi.
Ryby do niego przychodziły. Tak były przyciągane, że nie potrzebował nawet zakładać robaka na haczyk. I kiedy tak cieszył się spokojem i ciszą tego pięknego dnia pośród natury, nagle usłyszał za sobą szelest zarośli, a kiedy się obrócił, zobaczył jednego ze swoich uczniów, Richarda, który zbliżał się pogrążony w rozpaczy.
Mistrz wziął głęboki oddech. „No i znowu to samo”, pomyślał. ,,To Richard”.
Richard podszedł do Mistrza i powiedział: ,,Mistrzu! Mistrzu! Okropnie się czuję. Pomimo wszystkich zajęć, w których uczestniczyłem, pomimo całego nauczania i studiowania, stwierdzam, że jestem w gorszym stanie niż kiedykolwiek przedtem. Jestem zrujnowany. Nie mam na zapłacenie rachunków. Mój samochód stoi w warsztacie, a ja nie mam pieniędzy, żeby go wykupić. Mam zaległości w opłatach za dom i wszystko wskazuje na to, że go stracę. Ledwo starcza mi na wyżywienie. Mistrzu! Mistrzu! Co mam robić? Proszę cię, potrzebuję rozpaczliwie twojej pomocy. Powiedz mi coś, Mistrzu. Udziel mi rady, Mistrzu. Jestem na granicy wytrzymałości. Myślę, Mistrzu, że przekroczę tę granicę. Nie chcę dłużej żyć”.
Mistrz wziął głęboki oddech i zaśmiał się – nie głośno, oczywiście, ale sam do siebie – ponieważ słyszał to już tyle razy od Richarda i innych jemu podobnych. To chwila rozpaczy, ale potencjalnie jest to ważna chwila, albowiem, no cóż, takie chwile to czas, kiedy ludzie zdają się dokonywać największych zmian – albo i nie.
Tak więc Mistrz zapytał: „Drogi Richardzie, ile pieniędzy potrzebujesz, żeby rozwiązać swoje problemy? Ile pieniędzy potrzebujesz?”
Na co Richard wziął głęboki oddech i odpowiedział: „Mistrzu! Mistrzu! Potrzebuję tylko pięciu tysięcy dolarów”.
I Mistrz nie pokazując nic po sobie znów zaśmiał się bezgłośnie i powiedział: „Głupi Richard, powinien był poprosić o pięćdziesiąt tysięcy”. Jednakże Richard był tak zdesperowany, tak ograniczony w swoim myśleniu, a nawet w wyobraźni, że poprosił tylko o pięć tysięcy dolarów.
Mistrz milczał przez dłuższą chwilę, oczywiście celowo, odgrywając cały ten dramat z Richardem i prawdę powiedziawszy raczej się tym bawiąc, ponieważ Mistrz zobaczył w Richardzie siebie sprzed jakichś pięciu wcieleń. Zdesperowanego, wciąż czerpiącego z innych, wciąż, pomimo wszystkich kursów, szkół i wszystkiego innego, wciąż upierającego się, że rzeczy znajdują się na zewnątrz niego, a nie w nim.
Wreszcie Mistrz powiedział: ,,Richard, pożyczę ci pieniądze. Dam ci pieniądze, pięć tysięcy dolarów”. I Mistrz sięgnął do kieszeni i chociaż tego dnia nie wkładał do niej żadnych pieniędzy, to kiedy sięgnął do kieszeni znalazł w niej pięć tysięcy dolarów, dokładnie tyle, ile było trzeba. W taki oto sposób działają Mistrzowie.
A czy w rzeczywistości włożył pieniądze do kieszeni tego ranka, intuicyjnie wiedząc, że Richard się pojawi, czy też nie włożył, nie pamiętał nawet, bo to nie miało znaczenia. Pieniądze tam były. Mistrz nie wiedział, skąd miał te pieniądze. Po prostu tam były i on nie poddawał tego w wątpliwość.
Tak więc zaczął podawać Richardowi studolarowe banknoty, jeden po drugim, przeliczając je. Oczy Richarda stawały się coraz większe. Nie mógł uwierzyć, że Mistrz naprawdę daje mu te pieniądze. Nie mógł uwierzyć, że teraz może rozwiązać swoje problemy, opłacić rachunki, wyremontować samochód.
Oczywiście, wiele obiecał Mistrzowi w tej chwili rozpaczy. „Spłacę mój dług, Mistrzu, z procentem”. Mistrz roześmiał się w duchu: „Oto Richard znowu kłamie”. Richard mówił dalej: „Och, Mistrzu, nigdy nie zapomnę, co dla mnie zrobiłeś”. A Mistrz zaśmiał się znowu i powiedział: ,,Tak, tak, któregoś dnia albo mnie zapomnisz, albo mnie zdradzisz, ale to nie ma znaczenia”.
Mistrz skończył wręczanie pieniędzy Richardowi, a Richard pomknął ledwo podziękowawszy, właściwie nie podziękował tak, jak by wypadało, lecz zwyczajnie zwiał. Mistrz powrócił do wędkowania, wyciągając jedną rybę za drugą. „Jakież to jest łatwe”, myślał sobie Mistrz, „Całe to łowienie. Ono jest jak życie. Wszystko samo do ciebie przychodzi. Bierzesz, co potrzebujesz. Resztę odkładasz, ale nigdy siebie nie ograniczasz”.
Sześć miesięcy później Mistrz siedział w ogródku kawiarni, znowu ciesząc się piękną pogodą i potrójnym espresso macchiato z sosem karmelowym (śmiech) oraz czekoladowymi croissantami w liczbie trzech, ponieważ, no wiecie, Mistrz nie stosuje diety. Mistrz nie przejmuje się wszystkimi tymi rzeczami. To dla ograniczonych ludzkich istot, które myślą, że coś im szkodzi. Mistrz może jeść wszystko. Czy będzie to ryba czy będzie to macchiato z sosem karmelowym, to nie ma znaczenia. Mistrz może wypić pięć takich filiżanek i to nie będzie miało znaczenia, bo jego ciało go słucha. Nie ma znaczenia, że jest w tym dużo kalorii czy też za dużo kofeiny czy co tam naukowcy powiedzieli na temat kawy czy czegokolwiek innego. Mistrz dowodzi swoim ciałem i swoją energią, a więc ciało odpowiednio reaguje.
Popijając wspaniały napój w ten piękny słoneczny dzień w pewnym momencie uniósł wzrok i zauważył idącego ulicą Richarda. To była ruina człowieka. Był obszarpany. Włosy potargane. Miał długą, niechlujnie wyglądającą brodę, zdarte sandały i brudne stopy. Mistrz pomyślał: „Tak nie powinien wyglądać Mistrz”, no i, rzecz jasna, Richard nie był Mistrzem.
Mistrz zawołał w kierunku Richarda: ,,Richard! Richard! Chodź no tu na chwilę. Napij się kawy”. Richard odpowiedział: „Ale ja... ja... ja… nie mam pieniędzy. Nie stać mnie na kawę”. Mistrz na to: „No cóż, szkoda. Myślę jednak, że możesz popatrzeć, jak ja się cieszę moją”.
Otóż Mistrz raz mu dał pięć tysięcy dolarów; można by pomyśleć, że z łatwością mógłby mu kupić filiżankę kawy, choćby czarną kawę bez żadnych dodatków. Ale Mistrz miał już dość tej gry.
Mistrz zapytał: ,,Richard, co się stało? Co się stało z pieniędzmi? Co się stało z twoim życiem?”
,,Och, Mistrzu, Mistrzu! To było straszne. Wziąłem pieniądze i odebrałem samochód z warsztatu, ale tydzień później miałem straszny wypadek i skasowałem samochód. Całkowicie”. I opowiadał dalej: „Na domiar złego pewnego wieczoru, kiedy byłem w sklepie, wpadli złodzieje i ukradli mi prawie wszystkie pozostałe pieniądze. A tych trochę, co mi zostało, musiałem dać przyjacielowi, który był w ogromnej potrzebie, tak że nie zostało mi już nic”. I dodał: „Prawdę powiedziawszy, Mistrzu, jestem bardziej zadłużony niż byłem”.
I Richard zapytał: ,,Mistrzu, proszę cię, czy byłoby możliwie – i już nigdy, nigdy nie będę cię prosił więcej, obiecuję – żebyś mi dał dzisiaj jeszcze pięć tysięcy dolarów. Z radością oddam ci we wtorek… Och, nie, to głupie… Z radością oddam ci w ciągu sześciu miesięcy wszystkie pozostałe pieniądze, wszystkie pieniądze, oczywiście z procentem, Mistrzu”.
Mistrz wziął głęboki oddech i powiedział: ,,Nie. Nie, Richard. Chciałem ci coś udowodnić i udowodniłem. Chodzi o to, że pozostajesz w pewnym wzorcu i nie chcesz z niego wyjść. A ten wzorzec to ,,tyle mi wystarczy”. Pozostajesz w tej świadomości ,,tyle mi wystarczy” i bez względu na to, czy dałbym ci dziesięć tysięcy dolarów czy pięćdziesiąt tysięcy dolarów, potrafiłbym przewidzieć, że będziemy się tak spotykać, a ty znowu będziesz spłukany, znowu zdesperowany, znowu próbujący wyciągnąć coś ode mnie, znowu kłamiący sam przed sobą. Ten jeden raz wystarczył, Richard. Nigdy więcej. I, prawdę powiedziawszy, Richard, nie tylko jesteś mi dłużny tamte pięć tysięcy dolarów plus procenty, ale jesteś mi dłużny za
wszystkie zajęcia, na które przychodziłeś. I nie chcę cię widzieć dopóki całkowicie nie spłacisz długu, co do pensa”.
Koniec opowieści. To było zabawne. (Adamus chichocze) Wspomnienia Mistrza – zawsze z zabawnym zakończeniem. (…)
- Adamus Saint-Germain ,, Klinika Dostatku”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz